sobota, 7 czerwca 2008

Zazdrość

Mieszkali w małej mieścince. Każdy z każdym się tu znał. Byli ze sobą już 3 lata. Spędzali ze sobą kazdą wolną chwilę. Poznali sie na imprezie u jednej z koleżanek Beaty. On, syn bogacza posiadającego największy koncern produkujacy komputery, zaraz zwrócił uwagę na cichą myszkę, która bawiła się tylko z przyjaciółkami. Podszedł i poprosił ją do tanca. Od tego czasu spotykali sie kiedy tylko mieli czas, pomimo tego że rodzice Kacpra nie akceptowali tego związku. Wyobrazili sobie syna, jako męża dla Klary, dziewczyny, która była córką wspólnika ojca Kacpra. Ale on poza Beatą nie widział świata. Jeździł z rodzicami na bankiety jako kierowca. Wokół niego obracało się wiele dziewczyn. Ładnych, bogatych, które tylko czekały na jeden jego ruch. Ale on był wierny swojej ukochanej. Możnaby powiedzieć chłopak idealny!
Pewnego wtorku spotkali sie tam, gdzie zawsze czyli w parku na ławce. On czekał na nią z wielkim bukietem czerwonych róz. Ona padła w jego objęcia i przyjęła bukiet. Widziała to Klara. Doskonale wiedziała, z jakiej rodziny pochodzi Beata. Była to rodzina ni bogata ani biedna. Przeciętna. Ojciec jej pracował w małym sklepie a matka była na rencie chorobowej. Miała stwardnienie rozsiane. Ale pomimo przeszkód dawali sobie świetnie rade. Kochali sie bardzo. W tym moencie w głowie Klary zrodził się pomysł, który nie musiał długo czekac na realizację. Kiedy Beata wracała z apteki z lekami dla matki i wchodziła na przejście dla pieszych zza roga wypadl rozpędzony samochód. Był to kuzyn Klary. Ona śledziła ją i dała mu znać kiedy ma wyjechać. Uderzył w nią z wielką siłą. Leki rozsypały się po drodze a on zwiał z miejsca wypadku. Leżała w kałuży krwi. Ktoś widząc co się stało zadzwonił po pogotowie. Przyjechało dość szybko. Całe szczęście, ze miała przy sobie dokumenty. Zaraz skontaktowali się z jej rodzicami. A oni zawiadomili Kacpra. Przyjechał po nich nowym Porshe i popędzili do szpitala. Okazało się, że gdyby zadzwoniliby po pogotowie 3 minuty później to nie dałoby się jej uratować. Teraz była już bezpieczna. Kacper siedział obok niej całe dnie i noce. Nie odstępował jej na krok. Wreszcie po 2 tygodniach spędzonych w szpitalu mogła wyjść do domu. On pokrył koszty jakiegokolwiek leczenia. Rodzice Beaty byli mu za to wdzięczni. Traktowali go jak własnego syna. On to czuł. Widział jak się na niego patrzą, jak mu dogadzają. A on robił to tylko z miłości. Klara była niezadowolona z takiego obrotu zdarzen. Przeciez miała umrzec. Musiała wymyślic coś lepszego, bardziej skutecznego. Kiedy Beata doszła do siebie poszli na spacer z Kacprem. Krótki ale zawsze spacer. Byli szczęśliwi. Ona, że ma tak kochanego faceta, on że jego ukochana żyje. Kiedy wrócili do jej domu Kacper odebrał telefon. Była to tylko krótka wiadomość: Twoi rodzice są po wypadku. Przyjedź do domu opowiem Ci wszystko. Klara. Zmartwił się. Ona mówiła, że ma jechać. Nie wiedziała, że to zasadzka. Pojechał. iedy wpadł do domu, zobaczył rodziców siedzących na kanapie. Wyglądali zdrowo. Wtedy wyczuł o co chodzi. Ojciec złapał go i posadził obok matki. Powiedział:
-Kacper, czy ty naprawde jesteś ślepy? Przeciez ta dziewczyna chce tylko Twoich pieniędzy! Ona cie nie kocha. Wybij ją sobie z głowy! On nie wierzył w to co mówi ojciec. Wykrzyczał mu w twarz, że jest bestią. Wtedy weszła Klara. Pokazała mu kilka zdjęć. Był to doskonały fotomontaż. Wyglądało to tak, jakby Beata całowała innego chłopaka. On nie uwierzył. Szybko spakował swoje rzeczy, zabrał wszystkie karty kredytowe i wyzedł trzaskając drzwiami. Kolejne dni spędził w domu Kowalczyków (czyli w domu Beaty). Przyjęli go z otwartymi ramionami. Troszczyli się o niego, pocieszali. Czuł się tam lepiej niż w domu. Tutaj towarzyszyło mu ciepło rodzinne. Postanowił, ze ozeni się z Beatą. Nie mógł zyć bez niej a po slubie nikt by ich nie rozdzielił. Kiedy szedł dać na zapowiedzi do kościoła spotkał Klarę. Chwilkę z nim rozmawiała. Ale on jej nie słuchał i poszedł dalej. Wtedy ona wyciągnęła z kieszeni pistolet i krzyknęła:
-Jeśli nie ja to żadna!
Strzeliła. Trafiła go. Upadł na schodach do kościoła. Ksiądz zauważył co się stało. Zadzwonił po pogotowie ale było za poźno. Nie przeżył. Kiedy Beata dowiedziała się o tym nie chciała wierzyć. Przeciez to nie tak miało byc. Oszalała! Zamykała się na całe dnie w pokoju, nie jadła nie piła. Chyba chciała sie zagłodzić. Na pogrzebie płakała głośno. Wtedy dopiero jego rodzice zobaczyli, że ona naprawde go kochała. Ale kochać będzie. Chciała iść na studia filozoficzne. A teraz trafiła do ośrodka psychitrycznego. To była jej przyszłośc. Uciekła stamtąd. Jak to zrobiła nikt nie wie. Może on jej pomógł choć go tu nie ma. Poszła na jego grób. Leżały tam świeże kwiaty. Od Klary. Beata wpadła w szał! Wyrzuciła je a na końcu przebiła się nożem. Nie mogła żyć bez niego. Zostł tylko list w jej kieszeni. Treść brzmiała tak: "Kochani1 Przepraszam, ze to robie, ale Kacper był dla mnie wszystkim. Mamo, Tato nie poddawajcie się, żyjcie dla mnie tak, jakbym była obok. Pochówcie mnie obok niego. To moja ostatnia prośba. Żegnajcie. Beata.
P.S. Ja wiem, kto go zabił. Klara. Ma broń schowaną w domu. Ale nie karzcie jej. Zrobiła to z zemsty. Teraz nie ma mnie ni jego. Niech cierpi".
Tak jak prosiła tak się stało. A Klara wstąpiła do zakonu. nie miała serca zyć z ludźmi, którym zabiła dzieci. Nie wybaczył tego sobie do końca zycia. A Oni tańczyli w niebie na swoim ślubie. Czekali tylko na swoich rodziców. Żeby mogli zobaczyć jak są szczęśliwi.

wtorek, 3 czerwca 2008

Na całe życie

Poznali sie w wakacje. Słońce, plaża, jeziorko. On położył koło niej swój koc. Patrzył na nią tak, jak patrzy się na kogoś nadzwyczajnego. Pastanowił zagadać:
-Hej! Jestem Michał. A Ty?- dziewczyna lekko zdezorientowana odpowiedziała:
-Jestem Nina. Ale wolę jak mówi się do mnie Niusia. Ładniej brzmi-I w tej chwili pojawił sie na jej ustach uśmiech. Cały dzień przeleżeli na plaży. Rozmawiali tak, jakby znali się od dziecka. Gadka kleiła się sama w sobie. Kiedy przyszedł wieczór Michał zebrał się na odwagę i spytał:
-Mogę odprowadzić Cię do domu?-powiedział to i lekko się uśmiechnął. Nina troche się zmieszała ale ostatecznie się zgodziła. Szli obok siebie, ale ona poruszała sie niepewnie. Szła wolno dokładnie "wyczuwając" teren. On tego nie zauważył. Był zauroczony jej uśmiechem. Będąc w połowie drogi do jej domu rozmowa zeszła na tor miłości. Zaczęli opowiadac sobie o swoich miłościach tych nieszcześliwych i tych pięknych. Zaufali sobie. Było już dość ciemno a ona wciąż szła w ciemnych okularach. Michał chcąc zobaczyć jej oczy grzecznie zapytał, czy zdejmie okulary. Ona usmiechając się odpowiedziala, że ma zapalenie spojówek i nie chce ich dodatkowo narażac. Kiedy doszli do jej domu (wcześniej podała mu adres i poprosiła, żeby kierował się jak najpiękniejszą drogą) ona rzekła:
-Więc wiesz, gdzie mieszkam. Może nie jest tu pięknie ale kocham to miejsce znam tu kazdy kamień, każde drzewo.- Westchnęła cicho. Tylko że nie było to westchnienie entuzjastyczne. Biło z niego jakieś dziwne uczucie smutku. Michał poczuł to ale nie pytał. Nie chciał psuć tej chwili. Gwiazdy świeciły jasno na niebie, a ksiezyc powoli odkrywał kołdrę i wyłaniał swoją poświatę. Stali pod domem rozmawiajac. Kiedy umilkli ona odwróciła się, żeby wejśc do domu. Złapał ją za rękę, przyciągnął i skradł jej pocałunek. Ona się nie opierała. Pozwoliła mu na to. Kiedy ich usta sie rozłaczyły Michał powiedział:
-Jutro będę tu czekał o 12,00. Przyjdź.
Ona troche posmutniała ale zgodziła sie.
Tak jak obiecał czekał na nią. Wyszła. W pięknej białej sukience. On trzymał w ręku różę. Dlugą smukłą czerwoną róże. Wreczył jej i poszli na spacer. Nieśmiało chwycili sie za dłonie. Wtedy już wiedzieli, że chcą być ze soba. Spotykali się tak przez kilka tygodni. Codziennie zapewniając sie nawzajem o swojej miłości. Spacery były ich ulubiona formą randki. Tylko wyglądały troche dziwnie. Ona zawsze trzymała kurczowo jego rękę, jakby sie bała ze sie wywróciż jedną i tą samą trasę. I zawsze w jego towarzystwie miała na oczach ciemne okulary. Byli ze sobą już 3 miesiące, a on nadal nie widział jej oczu.
Pewnego razu czekał na nią tak jak codziennie. Nie przyszła. Zaczął się martwić. Pocieszał sie myslą, ze za chwile wyjdzie. Ale nie. W koncu zadzwonił do drzwi. Odezwało się głuche szczekanie psa a poźniej kroki. Zadowolony myślał, że to jego ukochana. Jednak się mylił. Była to jej matka. Otworzyła i od razu poznała kim on był. Dużo o nim slyszała. Kiedy Michał spytał o Ninę zapadła cisza. Po chwili dopiero matka powiedziała:
-Ona jest w szpitalu.
Michał dostał szału. Wsiadł w taxi i udał sie do szpitala. Zobaczył jak leży sama, pod kroplówkami. Wszędzie pełno kabli. A ona taka blada. Podbiegł do niej i wziął jej rękę. Pocałował i powiedział:
-Już jestem kochanie. Czemu mi nie powiedziałaś ze jesteś tutaj. Byłbym wcześniej.- Ale ona nic na to nie powiedziała. Spała. Tak twardo, że nawet nie poczuła jak dotknął ją. Zaniepokoił się tym. Przecież nie mozna spać tak mocno! Wstał i poszedł do lekarza, który się nią opiekował. Powiedział o tym i zapytał o przyczyne tego snu. Lekarz odpowiedział:
-Wiem o tym. Ona tak spi już 15 godzin. Ale wiesz to normalne u ludzi, którzy mają tętniaka mózgu, który uiwerając jego część powoduje takie zapaście senne.
W tym momencie Michał zastygł. Nie wierzył. Jak ona jego miłość nie powiedziała mu o tym. Jak ona mogła! Był z nia już 4 miesiące i nie wiedział, że jest tak poważnie chora! Wpadł spowrotem do jej pokoju. Obudziła się. On przez łzy wypowiedział tylko:
-Dlaczego?-ona odpowiedziała mu, ale widać było, że jest to dla niej wyczerpujace:
-Misiu nie mogłam inaczej. Każdy kto dowiedział się o tym zostawiał mnie. A ja Cię kocham naprawdę mocno. Jak nikogo innego. Tylko Ty się liczysz. Widzisz teraz moje oczy. Dziwne prawda? Bo nic nie widzą. Tak jestem niewidoma. Dlatego zawsze chodziliśmy na spacery tą samą drogą. Bo tylko ją znałam na pamięc. Wszędzie indziej bałam się ze sie przewróce i wyda sie to, czego sie bałam Ci powiedzieć. Wiem że krzywdziłam Cię tym, ale jak sie kogoś kocha to robi sie wszystko żeby tą osobę przy sobie zatrzymać. Zrozumiem jak odejdziesz.-I w tej chwili popłynęły jej z oczu łzy. Wielkie jak perły. Szczere łzy. On patrzył na nia. Nie mógł uwierzyc. Jego gwiadeczka, jego ukochana była niewidoma i ciężko chora a on nic nie wiedział. Przez łzy wykrztusił tylko kilka słow:
-Będę przy Tobie. Kocham Cie Ninuś.- Nawet nie wiedzał,że ta rozmowa będzie ostatnią rozmową. Pojechał do domu. Chciał zabrac tylko coś do spania jakis koc. Gdy wrócił, zobaczył zgiełk w jej sali. A na krześle obok siedziała jej matka. Płakała. Podszedł z duszą na ramieniu do niej i spytał po cichu:
-Czy ona... Czy Nina nie zyje?- nie wierzył ze wypowiada te słowa. Myślał, ze to sen. Mama spojrzała tylko na niego, wstała i mocno go przytuliła wciąz płacząc. Już znał odpowiedz na pytanie. Jedna chwila nieobecości przy niej. To starczyło by odeszła. Tak nagle, bez pożegnania. Rzucił koc i wybiegł przed szpital. Padał deszcz. Upadł na kolana i płacząc krzyknął:
-Boże dlaczego? Dlaczego zabrałes mi moją ukochana istotke? Dlaczego mi to robisz? Czyżbyś nie wiedział co to milosć? Nienawidze Cie rozumiesz nienawidzę!!-wykrzyczawszy to upadł na twarz. Kiedy wrócił na sale, było już spokojnie. Łóżko było puste. bez tej kochanej kruszynki. Obok leżała jakas kartka. Coś w sercu kazało mu ją podnieść. To był list od niej. Widocznie schowała go pod poduszką, żeby nikt go nie zobaczył. Teraz leżał na podłodze. Michał otworzyl go i zaczął czytać:
-"Mój Drogi! Wiem, że okłamując Cie mogłam zepsuć to co było między nami. Ty jednak nie zrezygnowałes. Chciałes być przy mnie mimo tego, ze byłam zła. Za to własnie Cię kocham. Wiem też, ze niedużo zostało mi tutaj czasu. Kiedy odejdę kochaj mnie tak, jak kochałeś. A ja będę na Ciebie czeakć jak tylko dlugo będę musiała. Nie zabiorę Cię o nie!Proszę tez, abyś w dniu mojego pogrzebu był o 12,00 na plazy tam, gdzie sie poznaliśmy. Prosze.
Kocham Cię
Nina."
Kiedy nadszedł ten dzien poszedł na plażę. Był tam o równej dwunastej. Myślał, że chciała aby tam był kiedy ją będą zakopywać żeby nie musial na to patrzeć. Nie mylił się. O 12,00 kiedy to na jej trumnę upadła pierwsza garść ziemi, Michał będacy na plaży usłyszał jej glos. Anielski, lekki, ten kochany głos. Powiedziała:
-Kocham Cie Michas. Zawsze będę. A teraz czekam na Ciebie tam u góry. Tam gdzie kiedyś będziemy szczęśliwi.
Nie widzial jej ale ten głos przeszył go na wskroś. Wiedział, że nie może się zabić. Musi żyć dla niej.
Całe zycię spędzil jako kawaler. A sens zycia dawało mu jedno jej zdjęcie i ten głos, który słyszał na plaży. Bywał tam codziennie tak jak i na jej grobie. Codzienie zostawiał jej bukiet białych róż.
Chociaż jej tu już nie było, kochał ją całym soba i nigdy nie zdradził. Bo wiedział, ze ona na niego czeka gdzieś daleko. I ze kiedys znów będą szczęśliwie spędzać czas, spacerować po tej plazy. A on będzie mógł ciągle podziwiać jej piękne piwne oczy, kóre widział tylko raz w życiu, a które zapamięta na zawsze.